Safed, miasto mistyków i artystów.

Safed, błękitne miasto na wzgórzu.

Północny Izrael, tak zwana Górna Galilea. Tam, gdzie nie docierają już tłumy pielgrzymek. Tam, gdzie pomału rozpoczynają się owiane złą sławą Wzgórza Golan, o których informacje przekazywane charakterystycznym głosem spikerek telewizyjnych przemykały gdzieś w dziennikach informacyjnych, odkąd pamiętam…

Safed, błękitne miasto, leży na wysokości 850 metrów. To jak na położony częściowo w depresji Izrael dosyć wysoko. Miasto jest chyba najwyżej położonym w całym kraju, stąd też pochodzi jego nazwa „Cefad” to tyle co punkt obserwacyjny. Droga prowadząca kręta serpentyną zapewnia bajeczne widoki, choć widać wyraźnie, że znajdujemy się już poza utartymi szlakami. Szlakami, którymi przemieszczają się turyści, którymi wędruje biznes i pieniądz. Gdzieniegdzie widnieją ruiny dawnych obiektów przemysłowych, asfalt dawno popękał tworząc niespotykaną w Izraelu nierówną powierzchnię. Wiele domów stoi opuszczonych. Nie wszyscy mieszkają też w starych kamiennych domkach o uroczych niebieskich drzwiach, wzniesionych jeszcze w średniowieczu. U podnóża wzgórz uplasowało się brzydkie blokowisko z wielkiej płyty. Docierając na sam szczyt docieramy jednak do starówki Safed. Plątaniny wąskich uliczek, kamiennych domów, starców przechadzających się wolnym krokiem z długimi siwymi brodami oraz kotów wylegujących się w południowym słońcu.

Safed, miasto mistyków i kabalistów.

Niebieski kolor ścian i okiennic symbolizuje mistyczny wymiar miasta. Safed, obok Jerozolimy, Tyberiady i Hebronu uznawane jest za jedno z czterech świętych miast judaizmu. Jego historia sięga czasów starotestamentowych, w nim bowiem według tradycji nauki pobierali Sem i Eber, wnukowie – nie byle kogo – ale samego Noego, który ocalił ludzkość od wyginięcia w Potopie. Według źródeł historycznych powstało nieco później, bo około 66 roku p.n.e. Od XVI wieku miasto stało się ważnym ośrodkiem mistyki żydowskiej, poprzez działalność osiadłych w nim Sefardyjczyków i Aszkenazyjczyków. W mieście istniało ponad 20 synagog i kilkanaście szkół, swoją działalność prowadzili liczni mistycy i kabaliści. Miasto przechodziło różne koleje losu, zdziesiątkowane przez zarazę, skonfliktowane z Druzami z niedalekiego Libanu utraciło swoje znaczenie. U progu XX wieku pomimo całej swojej bogatej w tradycje judaizmu historię zamieszkiwało je tylko ok. 100 rodzin żydowskich. Obecnie stanowi ośrodek licznie zamieszkiwany przez wspólnoty ortodoksyjne. Niektóre z nich przyjmują, iż to właśnie stąd wyjdzie mesjasz. Tym samym mistyczne Safed, wpisane w początki historii biblijnego świata zapisze się także na jego końcu, przynosząc ludzkości apokalipsę.

 

Miasto artystów i mistrzów duchowych.

Obecnie, miasto słynie z licznych inicjatyw kulturalnych. W dawnej dzielnicy muzułmańskiej znajduje się centrum wyrobów artystycznych i rękodzielniczych. Po wysiedleniu z miasta muzułman rząd postanowił przeznaczyć to miejsce na swoistą artystyczną enklawę. Malutkie galerie i sklepiki sprzedają dzieła wielu artystów o znanych lokalnie nazwiskach. Atmosfera może nie do końca przypomina zatłoczony paryski Montmarte i może niekoniecznie nawet polski Kazimierz w sezonie wakacyjnym, ale ten posezonowy, lekko zapomniany z pewnością. Na uwagę zasługuje także dzielnica zabytkowych synagog, najważniejsze poświęcone są kabaliście Izzakowi Lurii oraz rabinowi Józefowi Karo. W mieście znajduje się też cenny zwój tory.

W sobotnie popołudnie, miasto odpoczywa. Z rzadka spotykani ludzie łapią promienie popołudniowego słońca. W zaułkach ulic chodzą koty a na murach domów wygrzewają jaszczurki. Gdzieniegdzie bawią się dzieci, ale miasto pozostaje ciche, jakby uśpione. Galerie, sklepiki są pozamykane, ulice opustoszałe. A w Safed można wtedy z łatwością poczuć mistyczny klimat tajemniczego miasta mędrców, nauczycieli, kabalistów zgłębiających święte zwoje w poszukiwaniu Wiedzy. Pewna mistyka tkwi w samym błądzeniu labiryntem ciasnych uliczek i zaułków, gdzie co rusz natykamy się na znaki, symbole – szukamy w nich sensu, ale dla nas jest niedostępny. Choć z tego labiryntu można wyjść, nikt nie objaśni nam jak go zrozumieć.

Dodaj komentarz